Kampania, Sant’Angelo d’Ischia. Roztańczone Ristorante Pepino

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 0 Flares ×

Wyspa Ischia. Jest tak widowiskowa, że trudno stąd uciec. Po wizycie w Porto Ischia i Forio uciekliśmy do niewielkiego portu na południu, Sant’Angelo. Właściwie chcieliśmy zaoszczędzić, nie ma tu operatora mariny, nie mogli się dogadać przy przetargu na obsługę, zatem mariny jakby nie ma, więc i opłat nie ma. Kto by pomyślał, że to właśnie tu spędzimy najlepszy wieczór i poranek w czasie naszej podróży do Kampanii? Ale nie wybiegajmy w przyszłość. Na razie rozglądam się.

Wszędzie kolorowe domy, ceramika i te widoki.

Plan był prosty – zwiedzamy, a potem gotujemy kolację na jachcie. Poprzedniego dnia mieliśmy szalenie obfitą kolację w Ristorante delle Cantine Pietratorcia w Forio, w zachodniej części wyspy Ischia, toteż dziś stawialiśmy na lekki posiłek. Pod wieczór podjęliśmy jednak decyzję o niezobowiązującym rekonesansie okolicznych restauracji.

Ischia – oznaczone miejsca pobyty na wyspie 

Nie uszliśmy daleko. Tuż koło mariny była knajpa z … krasnalami ogrodowymi na tarasie. Nie tego szukałam we Włoszech:). Chciałam iśc dalej, ale kapitan naszego jachtu, Heniu zdecydowanym krokiem wszedł do środka, by po chwili zakomunikować,  że to właśnie tutaj zostajemy.

Widok krasnali dał mi do myślenia, ale napewno nie spodziewałam się, że była tu Angela Merkel! W środku było wyjątkowo dużo elementów dekoracyjnych wybitnie świadczących o bliskich relacjach z pewnym niemieckim miastem, a na ścianie wisiała fotografia dokumentująca odwiedziny tego miejsca przez kanclerz Niemiec. Oto zaskakująca Ristorante Peppino! Z wrażenia, tudzież wrodzonej niezgrabności stłukłam kieliszek.

Ale dlatego ten wieczór był taki udany? To miejsce zdecydowanie tworzą ludzie, wygląd samej restauracji ma drugorzędne znaczenie. Gdy słońce zaczęło zachodzić, wzięliśmy do rąk manu i zaczęliśmy podpytywać, co tu takiego warto spróbować.

Za nami dziwna restauracja z krasnalami ogrodowymi i sztucznym bluszczem. Okazała się strzałem w 10! Ristorante Peppino.

Było niewielu gości, więc kelnerzy mieli dla nas dużo czasu. Właściwie to całkowicie przejęli inicjatywę, zaproponowali różne przystawki, abyśmy mogli spróbować jak najwięcej różnorodnych przysmaków, a potem każdy wybrał coś dla siebie na główne danie i deser. I zaczęło się. Jedzenie pożeraliśmy najpierw wzrokiem, było tak zachęcająco podane, próbowaliśmy wszystkiego i nie mogliśmy uwierzyć, że wszystko jest tak pyszne.


Przyszła do nas właścicielka, starsza pani o wzroście może z 1,52 m. Zagadała, po czym wzięła aparat i zrobiła nam wspólną fotografię. A potem nie wiem kto zaczął śpiewać, ale i kelnerzy śpiewali i my śpiewaliśmy, a później wszyscy tańczyliśmy. Nawet sceptycznie obserwujący nas dotąd Amerykanie odłożyli widelce i złożyli dłonie do klaskania. Nie miałam już siły pić więcej wina, taniec był w tym momencie najlepszą z możliwych opcji.

Nie oczekujcie z takiej imprezy ostrych i wyrazistych zdjęć. Tu liczyła się atmosfera i szczęście chwili:). Bawiliśmy się znakomicie i do dziś wspominam ten wieczór. Był całkowicie niezaplanowany i wielce spontaniczny.

Tego wieczora z naszych 3 załóg tylko jedna gotowała na pokładzie. Przeklinali w duchu, że nie poszli naszym przykładem. Dwie pozostałe załogi zupełnym przypadkiem, nie umawiając się wybrały tą dziwną knajpę z krasnalami rodem z niemieckich ogródków. Dam Wam małą radę, dajcie się im zwieść i zawitajcie do Ristorante Peppino w niewielkim Sant’Angelo. Oczywiście budżet trzymajcie w ryzach, jesteście przecież turystami i to na południu Włoch:).

Nie miałam już siły na nocne zdjęcia.

Rano, gdy wszyscy jeszcze spali wyskoczyłam w piżamie na pobliskie skały zrobić kilka zdjęć. Akurat rybak wracał z powłowu, a słońce wspaniale go oświetliło.

Zdążyłam zrobić jeszcze kilka fotek Sant’Angelo, zanim Mario z sąsiedniego jachtu, jak co rano wyskoczył pobiegać, a na pokład zajrzała Asia i po chwili Gosia, obie jeszcze w piżamkach.

Byłyśmy radosne i pełne swobody po wczorajszym wieczorze, gdy nagle padła komenda kapitana:

- Dziewczyny, odbijamy!
- Co?

Alina marzyła o porannej kąpieli w morzu koło Sant’Angelo – a kapitan dobrze to sobie zapamiętał. Nie jestem pewna, czy Alina na pewno wypowiedziała akurat takie słowa, ale tak to zakomunikował kapitan Heniu. Popłynęliśmy na kotwicowisko. Gdy miasteczko jeszcze spało, my ubraliśmy maski, fajki, płetwy i wskoczyliśmy do wody. Pojawiły się śliczne ryby. Co to za jedne? Nie spotkałam ich wcześniej.

Pomysł ze śniadaniem na wodzie i porannej kąpieli był jednak doskonały! Zasłużyliśmy na śniadanie: pane fresco, pomodori, formaggio, ricotta, marmellata, salame napoletano, prosciutto, caffè. Czy trzeba czegoś więcej? Nie ma to jak proste, marynarskie życie – we Włoszech oczywiście:).

Ruszyliśmy w kierunku Capri! Czego się spodziewać?
No właśnie, czego się spodziewać po Capri?

Ściskam Was mocno,
Magda

The following two tabs change content below.

italiapozaszlakiem

Z wykształcenia biolog morza, z doświadczenia project manager od zadań specjalnych i team leader zespołów niemożliwych. W wolnym czasie uprawia podróże żeglarsko - enokulinarne do Włoch, które są lekiem na całe zło. Prywatnie żona oraz mama Tymona & Toli.

  4 comments for “Kampania, Sant’Angelo d’Ischia. Roztańczone Ristorante Pepino

  1. ~Bożena K
    6 października 2015 o 21:36

    Moja przygoda z Sant’Angelo wyglądała tak.Z Neapolu jakimś promem robotniczym dostałam się na Ischie(tanio). I oczywiście pech, zakupiłam bilety autobusowe, dotarłam na przystanek w celu dotarcia do Sant’Angelo i co się okazuje – kierowcy strajkują!Niestety pozostało mi spędzić czas w porcie, zwiedziłam zamek pospacerowałam i wrociłam do Neapolu.Czytając Pani boga dopiero pożałowałam,że tak się ta wyprawa skończyła, na tamten czas Positano, Ravello, Amalfi mi zrekompensowało to niepowodzenie, ale teraz myślę,że dobrze by było tam wrócić i koniecznie odwiedzic te restauracje :-)

    • italiapozaszlakiem
      6 października 2015 o 22:59

      Ale z drugiej strony skąd mamy wiedzieć, co nas spotka? Strajk i to akurat wtedy, gdy gdzieś chcemy dotrzeć. Cieszę się jednak z Twojego optymizmu i chęci powrotu. Trzymam kciuki na taką okoliczność!

  2. ~binoche
    1 kwietnia 2015 o 20:30

    Piękny blog, cudnie czyta się w taki słotny dzień, jak dziś. Pozdrawiam serdecznie,
    binoche.

    • italiapozaszlakiem
      1 kwietnia 2015 o 21:22

      Bardzo dziękuję. Niezmiernie mi miło powitać Cię w moich progach:).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *